10 lat
Dzisiaj mija 10 lat od startu mojej działalności, którą najpierw nieoficjalnie, a z czasem oficjalnie zaczęliśmy nazywać NOWY Kolektyw. W tym czasie nie osiągnąłem żadnego spektakularnego sukcesu. Nie zaliczyłem też żadnej spektakularnej porażki. Przez te wszystkie lata skupiałem się na tym, żeby rzetelnie i skutecznie robić projekty, które mają sens (czasem pomagając klientom ten sens odnaleźć i opisać, żeby rozsądnie ukierunkować energię). I tak minęło 10 lat.
Dosyć dobrze pamiętam moment, kiedy 2 lutego 2016 roku w Urzędzie Miejskim w Gliwicach rejestrowałem swoją działalność. Bez większego planu, za to niesiony ciekawością. Byłem równie wystraszony, co podekscytowany. Wróciłem do domu i zacząłem zastanawiać się, jak znaleźć klientów.

Tak wyglądało moje miejsce pracy na początku mojej działalności. Teraz mam większy stół.
Pierwszy klient „znalazł się sam”. Kolejni także. Przez cały czas pracowaliśmy w oparciu o referencje. Zadowolony klient polecał nas dalej. Od 2016 roku razem z moimi współpracownikami podjęliśmy się współpracy ze 112 klientami (byłem zaskoczony tą liczbą, kiedy dzisiaj rano ją wyliczyłem, a liczyłem kilka razy). To były różne współprace – od drobnych konsultacji i badań, po większe projekty, z których część prowadzimy do teraz. Mieliśmy (mamy) przyjemność współdziałać m.in. z Darkiem Rosiakiem (Raport o stanie świata), Jarkiem Kuźniarem (Voice House), sztabem Igi Świątek, drukarnią TOTEM, Sektorem 3.0, Instytutem Książki, ekipą 2FAS, stowarzyszeniem Wikimedia Polska i wieloma innymi świetnymi organizacjami. Braliśmy też udział w różnych projektach społecznych i edukacyjnych, i przez lata organizowaliśmy WUD Silesia. To wszystko jest dla mnie źródłem satysfakcji i dowodem na to, że nawet niewielka działalność może realizować swoją misję, bez potrzeby budowania skali, a spełnienie zawodowe można osiągać poprzez rzetelne wykonywanie swojej pracy (a nie wyniki finansowe).
Oczywiście, przez te 10 lat zdarzały się też trudniejsze momenty w niektórych współpracach – zarówno z klientami, jak i niektórymi współpracownikami. Nic przyjemnego, jednak przy odpowiednim nastawieniu takie doświadczenia stają się źródłem mądrości (dla wszystkich zainteresowanych stron). Mimo, że często za tę mądrość trzeba zapłacić stresem, za który rachunek po czasie wystawia ciało.
To czego nie wiedziałem 10 lat temu, a wiem już teraz, to że prowadzenie firmy, kiedy robi się to w sposób odpowiednio uważny, jest głęboką pracą rozwojową i szansą na poznanie siebie. Pewne rzeczy trzeba po prostu przeżyć, żeby zrozumieć nawet najcenniejszą teorię. Przyznam, że dzięki latom prowadzenia własnej działalności lepiej zacząłem rozumieć dylematy mojego ojca, który przez większość swojego życia prowadził pracownię architektoniczną. Zrozumiałem, jak czuje się człowiek, który nie może zasnąć przez wiele nocy z rzędu. Zrozumiałem, że praca w weekend to nie zawsze wybór, czy problem złej organizacji, tylko często konieczność. Zrozumiałem, jak smakuje rozczarowanie, kiedy mimo wysiłku współpracę z klientem trzeba zakończyć ze względu na korporacyjną politykę, mimo tego, że sama współpraca układała się dobrze. Zrozumiałem, że drobne gesty w codziennej współpracy są źródłem dużo większej radości, niż dowiezienie do końca nawet najtrudniejszych realizacji. No i też jak to jest wydawać ostatnie prywatne pieniądze na wynagrodzenia, bo klient nie płaci.
Ostatnio z resztą usłyszałem od znajomego, że płacenie w terminie ZUSu, podatków i wynagrodzeń współpracownikom i podwykonawcom, powinno być dla mnie powodem do dumy, bo nie wszyscy tak robią. Nie myślę, że jest to powód do dumy. Uważam, że terminowe rozliczanie się jest podstawowym obowiązkiem przedsiębiorcy. Snucie opowieści o tym, że płacenia swoich zobowiązań w terminie jest „powodem do dumy”, jest jakimś wypaczeniem. Zwodzenie ludzi, unikanie odpowiedzialności i niepłacenie za wykonaną pracę powinny być stanowczo piętnowane. Przedsiębiorcy nie mogą mylić stawianej sobie poprzeczki z krawężnikiem przy drodze, po której zdecydowali się chodzić.
Czasami zastanawiam się, czy warto było odejść po 8 latach z firmy, w której miałem się dobrze, żeby założyć swoją działalność. Ścieżki rozwojowe i możliwości w większych firmach i korporacjach mają swoje mocne strony. Wielu z moich przyjaciół wybrało pozostanie na etacie i przez ten czas wiedli i nadal wiodą dobre życie. Ja w 2015 roku czułem, że nadszedł czas, w którym chcę spróbować zrobić coś w pełni po swojemu. Wziąć na siebie ryzyko i zobaczyć, gdzie ta droga mnie zaprowadzi. Dlatego w 2015 złożyłem wypowiedzenie i ruszyłem w nieznane.
To jest długa droga, choć nie potrafię do końca uwierzyć, że idę po niej już od dziesięciu lat. Moją pierwszą lekcją było to, że z tym „w pełni po swojemu”, to nie do końca tak. Trzeba współpracować i otaczać się ludźmi kompetentnymi. Mam dużo szczęścia, bo spotkałem takich właśnie ludzi – zarówno pośród współpracowników, jak i klientów, czy osób z branży projektowania czy nauki o złożoności. Ludzi, z którymi wiążą mnie teraz dużo głębsze relacje, niż te czysto biznesowe. Ludzi, na których mogę liczyć, a oni mogą liczyć na mnie. Jestem im bardzo wdzięczny.
Co dalej? Nie wiem. Tak samo jak nie wiedziałem tego 10 lat temu. Skończę pisać ten post i wrócę do pracy przy projektach. Tak dużo dzieje się na świecie, że trudno jest planować na lata do przodu. Zobaczymy co się wyłoni. Skupiam się tylko na tym, co mam do zrobienia w okresie najbliższych kilku miesięcy, bo w tej perspektywie czasowej mam choć trochę sprawczości.

Dzięki wsparciu czytelniczek i czytelników mogę przeznaczać więcej czasu na research i samodzielne pisanie artykułów na ten blog. Jeśli publikowane tutaj treści są dla Ciebie wartościowe, dorzuć symboliczną cegiełkę do mojej pracy. Dziękuję!