Czy możemy przewidzieć przyszłość?

Niedawno przeczytałem na blogu Donalda Norman wpis, w którym polemizuje on ze słynnym stwierdzeniem Dennisa Gabora:

„The future cannot be predicted, but futures can be invented.”

Norman pisze:

„The future cannot be predicted, not even by trying to invent it. Although inventions can change the future, their long-term impact cannot be predicted.”.

Zacząłem zastawiać się, które stanowisko jest mi bliższe. Jeszcze parę lat temu, gdy na świat informatyki i projektowania patrzyłem w sposób mniej krytyczny niż teraz, pewnie stał bym na stanowisku, że laureat Nobla ma rację. Przecież to my, ludzie od IT, jesteśmy od tego by świat zmieniać, by wynajdywać dla wszystkich wokół lepszą przyszłość. To my tworzymy elektryczne samochody, egzoszkielety i algorytmy pozwalające szybciej stawiać właściwe diagnozy. Niestety świat IT to nie tylko takie projekty, a i konsekwencje tych projektów nie są oczywiste.

Ostatnie kilka lat pracy pokazało mi jednak, że w tym cały hypie na UX, cyfrową transformację, appki, startupy i drukarki 3D, nie tylko bardzo często brakuje uzasadnienia biznesowego, ale również brakuje jakiekolwiek refleksji na temat oddziaływania na przyszłość. Mało kto zadaje pytanie „po co?”, a jeszcze mniej pytanie „i co wtedy?”.

Trudności w przewidywaniu wpływu wynalazku

By coś nazwać wynalazkiem, musimy wykazać, że Wynalazek rozwiązuje problem techniczny w sposób nowatorski*.

Skoro Wynalazek ma rozwiązywać problem techniczny, to możemy powiedzieć, że ma on pełnić jakąś określoną funkcję. W momencie, w którym jesteśmy w stanie określić zbiór zastosowań (funkcji) Wynalazku, jesteśmy również w stanie określić grupy interesariuszy, na których będzie oddziaływać zmiana wywołana wdrożeniem owego Wynalazku. Dlaczego? Ponieważ funkcja Wynalazku już istnieje w świecie, jest tylko realizowana przez inny wynalazek.

Przykład: Komputer z edytorem tekstu to wynalazek, który spowodował szybkie wyparcie z powszechnego użycia maszyn do pisania. Podstawowa funkcja maszyny do pisania i edytora tekstu była taka sama.

To, co sprawia, że wynalazek faktycznie coś zmienia, to fakt, że może on realizować określoną funkcję sprawniej, inaczej, szybciej, pełniej, ciekawiej… etc. A co za tym idzie, że może zastąpić istniejące rozwiązanie. A to może wywołać zmianę wśród interesariuszy obecnego rozwiązania. Już sama analiza interesariuszy (oczywiście dobrze przeprowadzona) pozwala określić i ocenić początkowy wpływ, jaki może mieć wynalazek. Nieco trudniej jest zidentyfikować grupy interesariuszy, które wyłonią się dopiero, gdy wdrożenie wynalazku wygeneruje nowe potrzeby, możliwości czy problemy.

Zdecydowaną trudnością w przewidywaniu przyszłości są pochodne zmiany, które pociągnie za sobą Wynalazek. Niekoniecznie będą to kolejne wynalazki. Równie dobrze mogą to być zmiany społeczne czy ekonomiczne. Dodatkowo, Wynalazek „po wyjęciu go z laboratorium”, zacznie się zmieniać, na skutek zderzenia ze „światem zewnętrznym”. Wynalazek będzie zmieniać świat, a świat będzie wpływać na zmiany w Wynalazku. Po jakimś czasie będzie niezwykle trudne określenie, która zmiana wynika z czego. Nastąpi zjawisko koewolucji. To znacząco utrudni analizę wpływu Wynalazku na świat, bo zatrze się granica pomiędzy Wynalazkiem, a światem. Będzie on już jego częścią.

Myślenie o przyszłości w oparciu o dane z przeszłości

Kolejnym problemem związanym z przewidywaniem przyszłości jest to, że często w przewidywaniach opieramy się na danych historycznych.

„Mam tylko jedną lampę, która prowadzi moje stopy. Jest to lampa doświadczenia. Jedynym sposobem sądzenia o przyszłości jest wiedza o przeszłości.” – Patrick Henry

W podejściu tym istnieje założenie, które Gerald Weinberg nazwał aksjomatem doświadczenia:

„Przyszłość będzie podobna do przeszłości, ponieważ w przeszłości przyszłość była podobna do przeszłości.”

Aksjomat ten wspaniale obrazuje Nassim Nicholas Taleb w Czarnym Łabędziu:

„Wyobraźmy sobie indyka, który codziennie dostaje paszę. Każde karmienie utwierdza ptaka w przekonaniu, że w jego życiu obowiązuje pewna ogólna zasada: przyjaźni przedstawiciele rasy ludzkiej codziennie go karmią, ponieważ „jego dobro leży im na sercu”, jak powiedziałby polityk. W środę po południu, tuż przed Świętem Dziękczynienia, indykowi przydarzy się coś nieoczekiwanego. Będzie musiał zrewidować swoje poglądy.”

Przewidzieć, a przewidywać

Skoro nie możemy przewidzieć przyszłości, to czy powinniśmy podejmować jakiekolwiek próby jej przewidzenia?

Decyzje projektowe, które podejmujemy dzisiaj mają wpływ na przyszłość. Fakt, że nie możemy ani przewidzieć przyszłości ani jej wynaleźć, nie powinien powodować, że zaczniemy ignorować pytania o wpływ, odpowiedzialność czy konsekwencje naszych działań czy wynalazków. Uważam, że wręcz przeciwnie! Nasza twórczość i pomysłowość muszą opierać się na pogłębionej refleksji na temat przyszłości. Powinniśmy spekulować, zastanawiać się, wątpić, dyskutować, przewidywać, ponieważ otwiera to nowe drogi myślenia o zmianach, które wyrządzamy w świecie. A to przekłada się na bardziej świadome decyzje projektowe.

Czy popełnimy błąd albo nie przewidzimy wszystkiego? Tak. Mimo to, lepiej będziemy rozumieć jakie potencjalnie zmiany wywołamy, jakie stworzymy zagrożenia, jakie szanse. Bo jeżeli naszym działaniem naprawdę zmienimy świat (a w jakimś stopniu tak się stanie), to warto już teraz myśleć nad odpowiedzią na pytanie „i co wtedy?”.

*Wynika z tego, że wszechobecna (sic!) innowacja nie zawsze jest wynalazkiem (tak naprawdę rzadko jest wynalazkiem, a równie rzadko jest faktyczną innowacją). Odkrycie naukowe też nie jest wynalazkiem, jednak często wynalazki pomagają dokonywać odkryć naukowych, a odkrycia naukowe tworzyć wynalazki. 

 

Design zmienną jest

W miniony czwartek miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji UX Poland 2015. Wśród większości dobrych i jednego świetnego wykładu znalazł się też wykład, który mocno zapadł mi w pamięć, ze względu na pewną tezę, z którą nie potrafię się zgodzić.

Pan Andrea Picchi w wykładzie pt. „A cognitive approach to ecosystem design” (slajdy z prezentacji są tutaj), wykorzystując metaforę ze świata programowania, przedstawił następującą tezę:

  • Design (w rozumieniu produkt / usługa) jest stałą,
  • Użytkownik jest zmienną,
  • Kontekst jest zmienną.

W prezentacji pana Picchi słowo design odnosiło się do produktu, a nie wzorca, umożliwiającego powielanie (wykorzystując jeden „design” jesteśmy w stanie wytworzyć np. wiele egzemplarzy tego samego produktu, albo wiele instancji tej samej aplikacji mobilnej).

No dobra, czy design jest czymś stałym?

„Stała” zbudowana ze zmiennych

Sam bardzo często w swoich prezentacjach posługuję się następującym rysunkiem:

user_context

Rysunek ten pomaga mi wyjaśnić jak wygląda interakcja pomiędzy projektowanym produktem a użytkownikiem, oraz podkreślić, że interakcja ta osadzona jest w jakimś konkretnym kontekście. W sposób bardzo świadomy przedstawiam na tym obrazku osobno produkt i osobno kontekst, jednak nie twierdzę, że produkt jest czymś stałym.

Produkty powinny zachowywać się w sposób spójny i przewidywalny, niezależnie od kontekstu w jakim są używane i niezależnie od tego, kto z niego korzysta, jednak nie świadczy to wcale o ich „stałości”, tylko o ich niezmienności ze względu na zmianę kontekstu i użytkownika. Oczywiście, coraz częściej widzimy produkty,  które „wiedzą” kto z nich korzysta, gdzie czy kiedy, dzięki temu „potrafią” zmienić swoje zachowanie ze względu na zamianę kontekstu użycia, czy zmianę użytkownika. Jednak nie o taką, zaplanowaną zmienność mi chodzi.

Produkt (design) sam w sobie nie jest czymś stałym, ponieważ:

1. Produkty zbudowane są z wielu pomniejszych produktów.

Np. aplikacja mobilna może wykorzystywać kilka różnych technologii, zewnętrznych bibliotek, usług udostępnianych przez zewnętrzne serwisy etc. Każda zmiana w elemencie składowym produktu zmienia cały produkt. Czy fakt złożoności ostatecznego produktu naprawdę ma świadczyć o jego stałości, czy raczej o jego zmienności?

Przykładem spoza IT może być usługa offline, której elementem jest człowiek. Czy osobę, która jest istotnym elementem usługi, mamy traktować jako stałą, a w tym samym czasie użytkownika jako zmienną?

2. Technologia, z której zbudowany jest produkt, nie jest stała.

Niezależnie czy np. mówimy o IT, materiałach budowlanych, czy o urządzeniach mechanicznych, to nigdy nie możemy w 100% przewidzieć jak zachowa się dana technologia w konkretnych okolicznościach. Możemy, nieraz z bardzo dużym prawdopodobieństwem, określić jej stabilność, ale raczej wątpiłbym w zapewnienia co do jej stałości.

Mimo, że tyle uwagi poświęca się kontroli jakości, w tym testowaniu warunków skrajnych, to czasami dochodzi do sytuacji, w których mimo wielu testów, technologia zachowuje się w sposób wykraczający poza wszelkie przewidywania.

Zatem, czy nie zawsze stabilna i bardzo często nie do końca zrozumiała przez inżynierów technologia jest stałą czy zmienną?

Wszystko jest kontekstem

W rozważaniach nad stałością / zmiennością designu, możemy też uwzględnić perspektywę użytkownika.

Jesteśmy otoczeni tysiącami produktów i usług. Z obecności większości z nich nie zdajemy sobie nawet sprawy. Są one dla nas tak oczywiste, że nasze zdziwienie i świadomą reakcję częściej może powodować ich brak, niż ich obecność.

Nam (projektantom), często wydaje się, że nasz produkt jest dla użytkownika najważniejszy. Że zaprojektowane przez nas krzesło, stół, albo aplikacja mobilna są w centrum jego zainteresowania. Jednak użytkownicy mniej skupiają się na produkcie, a bardziej na celu jaki mogą osiągnąć przy jego wykorzystaniu. To wszystko co projektujemy i co otacza człowieka, stanowi dla niego kontekst jego codzienności. Pojęcie „intuicyjny design” – a jak wiadomo teraz wszystko musi być intuicyjne – sugeruje, że w interakcję w dużej mierze powinno być zaangażowane nasze myślenie szybkie. Bardzo świadomie projektujemy tak, by nasze produkty stanowiły tylko narzędzie realizacji celów, a nie cel sam w sobie.

Siedzisz właśnie na zaprojektowanym krześle, w zaprojektowanym pokoju, w którym znajduje się mnóstwo zaprojektowanych przedmiotów. Jednym z tych przedmiotów jest zaprojektowany przez kogoś komputer, na którym masz uruchomioną (również zaprojektowaną) przeglądarkę, w której wyświetlasz zaprojektowany szablon bloga, w którym widoczny jest ten tekst. I co z tego? W tym konkretnym momencie zupełnie nic. Skupiasz się na treści tekstu, a wszystko co Cię otacza i wszystko z czego korzystasz, by przeczytać te słowa jest kontekstem tej konkretnej czynności. Jak zaczniesz zastanawiać się nad innymi rzeczami, które Cię teraz otaczają i np. uznasz, że cieszy Cię fakt, że siedzisz na wygodnym krześle, albo że warto byłoby pomalować ściany, to jest to już inna chwila i inne doświadczenie, a Twoja uwaga jest skupiona na czymś innym niż na tekście – w takim przypadku tekst staje się elementem kontekstu. Mógłbyś nawet powiedzieć „Czytałem / czytałam tekst na blogu Nowego, gdy nagle zacząłem / zaczęłam rozglądać się po pokoju i uznałem / uznałam, że warto pomalować ściany.”

Produkty i usługi są elementami składowymi kontekstu. To, który produkt jest dla nas w danej chwili istotny i stanowi dla nas narzędzie realizacji celu, a nie jest elementem kontekstu, wynika z tego ile w danym momencie poświęcimy mu uwagi.

Jeżeli produkt byłby „stałą” i jednocześnie stanowił kontekst dla użytkownika, to wtedy kontekst byłby zbiorem stałych. Można by wtedy powiedzieć, że kontekst jest zmienną (idąc za tezą pana Picchi) złożoną ze stałych wartości, więc też powinien przyjmować stałą wartość. Jeżeli jednak kontekst składa się z produktów i jest zmienny, to tak samo produkt składający się z innych produktów i usług też powinien być rozumiany jako zmienna.

Epilog

Uff.. od czwartku „chodził za mną” ten tekst i cieszę się, że jest on już na blogu, a nie tylko w mojej głowie.

Niestety, w trakcie konferencji nie miałem okazji porozmawiać panem Picchi, by lepiej zrozumieć jego punkt widzenia oraz podzielić się z nim powyższymi przemyśleniami. Może jeszcze kiedyś nadarzy się ku temu okazja.

A niedługo napiszę post o moich wrażeniach z konferencji UX Poland. Stay tuned!

Zdjęcie tytułowe pochodzi z oficjalnego fan page’u konferencji UX Poland.