Ciągły rozwój

Pod ostatnim postem pt. Kilka faktów o „IT-arystokracji” pojawiło się wiele ciekawych i merytorycznych komentarzy, za co wszystkim komentującym bardzo dziękuję. Dały mi sporo satysfakcji, jak również sporo do myślenia. Postanowiłem, że dzisiaj odniosę się do wątku, który przewinął się kilkakrotnie w dyskusji pod postem. Tym wątkiem jest potrzeba „ciągłego rozwoju” w branży IT.

Wiele osób podkreślało, że 8 godzin dziennie w pracy, to zdecydowanie za mało, żeby być na bieżąco, dlatego informatycy potrzebują poświęcać dużo czasu po pracy, by nadążyć za tym, co dzieje się w świecie technologii. Z drugiej strony, pojawiły się głosy, mówiące, że wszystkie zawody spoza tzw. low-skilled mają dokładnie tak samo: wymagają ciągłego doskonalenia.

Od 5 lat zajmuję się projektowaniem User Experience (czyli działam na styku technologii, designu, biznesu i użytkowników końcowych) i przez te 5 lat poświęciłem setki godzin swojego prywatnego czasu by się uczyć i rozwijać. Poświęcę tysiące kolejnych.

Czy tylko IT?
Nie. Wydaje mi się, że potrzeba ciągłego rozwoju jest mniej zależna od wykonywanego zawodu, a bardziej dotyczy indywidualnego podejścia, jednak z pewnością w branży takiej jak IT, wiedza bardzo szybko się dezaktualizuje – to co dzisiaj jest wiodącą technologią, jutro jest reliktem.

W poprzednim poście poruszyłem wątek zmiany pracy wśród informatyków, nie ze względu na kasę, tylko ze względu na realizowany projekt. Dla osób z branży IT, projekt, który nie jest rozwojowy, ale jest np. dobrze płatny, bardzo często jest mniej atrakcyjny, niż projekt gorzej płatny, ale np. oparty o nowszą technologię, wymagający nauki nowej domeny, wykorzystujący ciekawe algorytmy, zaawansowane struktury danych, czy mający większy wpływ na świat. Jednak rozwój w pracy, to nie wszystko.

Osoby, które dążą do (nieosiągalnej) doskonałości w tym co jest nie tylko ich pracą, ale też życiową pasją, będą inwestować w swój rozwój, niezależnie od branży w jakiej działają. Podobnie jak sportowcy w dużym stopniu podporządkowują swoje życie pod trening, tak samo informatycy, projektanci, naukowcy, osoby żyjące z pasją, poświęcają swój prywatny czas na rozwój, w tych dziedzinach, które ich interesują.

Dobrym przykładem rozwoju, a przy tym zdrowego perfekcjonizmu jest Jiro, który śni o Sushi (o którym wszyscy mówili podczas konferencji UX Poland 2013).

Dobra, ale co to w ogóle znaczy rozwijać się?
Rozwój jest procesem przemiany, która ma nas udoskonalać i która zachodzi wewnątrz i na zewnątrz nas. Rozwijamy się ucząc się nowych rzeczy, doskonaląc swoje umiejętności w tym, co robimy od lat czy też doświadczając rzeczy, których nigdy do tej pory nie mieliśmy odwagi zrobić. Rozwój to zmiana, która rozpoczyna się gdy zdamy sobie sprawę z naszej niedoskonałości czy niewiedzy, zdecydujemy się nad nią pracować i zaakceptujemy fakt, że nigdy nie osiągniemy doskonałości. To jest droga, która nie ma końca i jakby się nad tym zastanowić, to może i nie ma jakiegoś łatwo mierzalnego celu, ale jak pisał Andrzej Sapkowski:

Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać.

Oczywiście, czasem warto też po prostu odpuścić i włączyć pełny relaks, ale to jest temat na inny post.

20h ekstra ponad 40h na etacie
W zeszłym tygodniu byłem na spotkaniu, podczas którego Patryk (znajomy programista) opowiadał o potrzebie rozwoju po pracy. W swojej wypowiedzi powołał się na Roberta C. Martina (znanego również w branży IT jako Uncle Bob), który w książce „The Clean Coder” napisał, że jeżeli pracujemy 40 godzin tygodniowo, to powinniśmy poświęcać jeszcze dodatkowe 20 godzin na rozwój. Sporo.

Czyli 10 godzin w tygodniu, nie pozwoli się rozwinąć? A 2 godziny to już w ogóle bez sensu? Nie. Większe znaczenie ma regularność (np. poświęcamy na rozwój 4 godzin w każdym tygodniu) oraz nasze nastawienie – to ma być przyjemność, a nie walka. Nie znam osób, które byłyby w stanie regularnie poświęcać 20 godzin tygodniowo na doskonalenie. Jednak już te kilka godzin tygodniowo w dłuższej perspektywie dadzą bardzo dobre efekty. BTW. podobno 20 godzin wystarczy, żeby w bardzo podstawowym zakresie opanować każdą nową umiejętność – tak przynajmniej twierdzi autor poniższego TED Talka.

Rozwój to nie nadgodziny
Należę do tych osób, które spędzają sporo czasu po pracy na naukę, jak również wiele razy zdarzało mi się pracować po godzinach. Nie pamiętam sytuacji, żeby ktoś stał nade mną z batem i mówił: „Pracuj!”. Jak brałem nadgodziny, to wynikało to z mojego zaangażowania w projekt nad którym pracowałem, jak również z moich zainteresowań.

W dyskusji pod ostatnim postem często pojawiały się też komentarze dotyczące fragmentu, w którym napisałem, że informatyk jest w pracy, nawet jeżeli nie jest w pracy – oczywiście, nie dotyczy to tylko informatyków czy projektantów, ale również wielu innych zawodów, gdzie pracuje się głównie głową. Wyzwania z pracy zabieramy ze sobą do domu, knujemy nad nimi godzinami, czasem z ich powodu nie potrafimy zasnąć, albo budzimy się w nocy, bo przyśniło nam się rozwiązanie (miałem tak kilka razy).

Nie udało mi się jeszcze oddzielić życia zawodowego od życia prywatnego. Nie wiem czy kiedykolwiek mi się uda, bo nie próbuję. Mam tylko jedno życie i nie chcę udawać, że po wyjściu z firmy, nic mnie już nie obchodzi. Jasne, że mnie obchodzi. Tak samo jak po przyjściu do pracy moja rodzina jest dla mnie tak samo ważna, jak wtedy gdy jestem w domu.

Ostatnio przeczytałem książkę „Rework” autorstwa Jasona Frieda i Davida Heinemeiera Hanssona, założycieli słynnej firmy 37signals. Jason i David napisali trochę cierpkich słów na temat osób, które robią nadgodziny:

To, że dużo pracujesz, nie oznacza, iż bardziej Ci na pracy zależy albo że więcej zrobisz. Po prostu: poświęcasz pracy dużo czasu.

Przyznam, że ta książka skłoniła mnie do kilku refleksji. Postanowiłem zmienić swoje dotychczasowe podejście. Większość swoich nadgodzin traktowałem jako rozwój, jednak teraz chcę rozgraniczyć ten czas, by mieć większą satysfakcję z pracy jak i z nauki. Wierzę, że efekty mojej pracy mogą być lepsze, gdy będę się wystrzegał pracy po godzinach, a mój czas po pracy, jeżeli tak zdecyduję, poświęcę na dodatkową naukę. Z resztę dokładnie o tym mówi Uncle Bob – przeznaczaj 20 dodatkowych godzin na rozwój, a nie 20 nadgodzin na pracę nad projektem. Czy mimo tego będę rozkminiać o pracy po pracy? Z pewnością. Po prostu postaram się nie pracować po godzinach i wracać do tematu następnego dnia. Zobaczymy, czy mi się uda.

Rozwój to nie wyścig szczurów
Rozwój powinien być umotywowany wewnętrznie, a nie zewnętrznie. To jest nasz czas, który chcemy poświęcić na coś, co jest dla nas ważne, co jest naszą pasją. Rozwój jest w nas, a nie w naszym lęku przed innymi.

Problemem w wyścigu szczurów jest to, że nawet jeżeli wygrasz, to ciągle jesteś szczurem.
– Lily Tomlin

Nie wiem, czy osoby, które gonią za czymś i nie czerpią satysfakcji z godzin spędzonych na kursach, czy nad książkami, mogą mówić o rozwoju, czy bardziej o zmęczeniu i wypaleniu w danym temacie. Wyścig szczurów jest bardzo absorbujący, a przy tym destrukcyjny i w gruncie rzeczy bezcelowy.

Jak się rozwijać?
W sumie, to jak każdemu wygodnie. Ja dużo czytam, jeżdżę na meet-upy i konferencje, zderzam się myślami z wieloma osobami, posiadającymi przeróżne poglądy, wiedzę czy doświadczenia. Często wychodzę dużo szerzej poza świat technologii, czy designu. W moim przypadku najskuteczniejszy sposób na rozwój po pracy to realizacja projektów, w które angażuję się czy to jako wolontariusz (np. współpraca z IKS Jeźdźcy), czy działając z młodymi start-upami, czy realizując własne projekty. W tych działaniach mam możliwość nauczyć się bardzo wielu rzeczy, których nie mam czasu uczyć się w pracy. Uzyskany w trakcie takich działań feedback pomaga mi wzrastać, a przede wszystkim to satysfakcja jest olbrzymia, gdy mogę swoją pracą komuś pomóc.

Jak nie wiesz jak zacząć, to zacznij od godziny w tygodniu, którą przeznaczysz na naukę nowego narzędzia,  języka programowania, rozwijanie własnego pomysłu na biznes, albo na czytanie artykułów z interesującej cię domeny, nawet niekoniecznie związanej z twoją pracą. Ot, cała filozofia.

Źródło tytułowej grafiki: http://adkuchni.blox.pl/2012/06/Sprytna-motywacja.html

Tweet about this on Twitter0Share on Facebook0Share on Google+0Email this to someone
  • OMG tylko nie Jiroooo… totalnie mnie ten film „nie wziął” i kompletnie nie rozumiem tej podniety branżowej.

    • nowy_me

      @Milosz_W:disqus wrzuciłem Jiro właśnie ze względu na to, że wszyscy w branży strasznie się zajawili na ten film w zeszłym roku 😉 trochę mnie bawiła ta zajawka branżowa 🙂 z pewnośćią jest dużo fajnych przykładów, które mógłbym wrzucić zamiast Jiro. Polecasz coś?